Strona główna

Polecany

Jeżeli szukasz wykonawcy ogrzewania swojego wymarzonego domu, jeżeli chcesz wykorzystać niewyczerpalną energię słońca, jeżeli masz wątpliwości dotyczące wyboru zestawu solarnego, jeżeli wahasz się z podjęciem decyzji dotyczącej montażu pompy ciepła – to trafiłeś w dziesiątkę, jest to strona dla Ciebie.

Zaprojektujemy, dostarczymy rozwiązanie najlepsze i dopasowane do twoich oczekiwań, wykonamy całość zadania, zabezpieczymy serwis i utrzymanie instalacji. Pomagamy w załatwianiu formalności związanych z pozyskaniem dofinansowania do instalacji ekologicznych.

1. Zadzwoń: 782 305 575 lub skorzystaj z zakładki „kontakt”.
2. Skontaktujemy się z Tobą, ustalimy dogodny termin spotkania.
3. Resztę zostaw nam, pomożemy w realizacji Twoich oczekiwań.

MR: piece poniżej V klasy emisyjnej tylko do końca czerwca 2018 r.

Do końca czerwca 2018 roku będzie można sprzedawać piece grzewcze o niższej niż piąta klasie emisyjnej – wynika z wtorkowej wypowiedzi dyrektor departamentu innowacji resortu rozwoju Małgorzaty Szczepańskiej. Wprowadzony ma być zakaz stosowania tzw. rusztów awaryjnych.
Szczepańska powiedziała na wtorkowym posiedzeniu senackiej komisji środowiska, że jeżeli do 1 października br. producent wyprodukuje kocioł grzewczy o niższej klasie niż piąta (najwyższa), to będzie można go jeszcze sprzedać i zainstalować do końca czerwca 2018 r.
Zapowiedziała ponadto, że w nowych kotłach wprowadzony ma być zakaz stosowania tzw. rusztów awaryjnych. Często takie instalacje są wykorzystywane do spalania śmieci.
Szczepańska przekonywała, że ministerstwo rozwoju nie przewiduje problemów, by nowe regulacje dotyczące kotłów grzewczych weszły w życie jeszcze przed sezonem grzewczym 2017/2018. Powiedziała, że mimo, iż rozporządzenie w tej sprawie będzie musiało być jeszcze notyfikowane w KE, to resort zakłada, że „nie ma zagrożenia, by weszło z dniem 1 października”.
Poinformowała jednak, że Ministerstwo Rozwoju przewiduje okres przejściowy dla producentów kotłów grzewczych. „Przewidzieliśmy, że kotły, które zostaną wyprodukowane do 1 października 2017 r. będzie można jeszcze wprowadzić do obrotu i do użytkowania do końca czerwca 2018 r.” – powiedziała.
Szczepańska zapewniła jednocześnie, że koniec czerwca 2018 r. będzie „granicznym momentem”, od którego nie będzie można sprzedawać bądź instalować kotłów grzewczych niższej klasy niż piąta.
Przedstawicielka MR poinformowała ponadto, że ministerstwo zdecydowało się na wprowadzenie zakazu stosowania w sprzedawanych kotłach tzw. rusztu awaryjnego. „To element, który umożliwiałby obchodzenie pewnych parametrów tych kotłów” – zwróciła uwagę.
O wprowadzenie takiego zakazu postulują środowiska ekologiczne. Polski Alarm Smogowy wskazuje, że kotły wyposażone w takie urządzenie, oprócz podajnika automatycznego, umożliwiają spalanie odpadów.
Rozporządzenie MR dot. norm dla kotłów ma wyeliminować z rynku tzw. kopciuchy, czyli paleniska niespełniające podstawowych norm w zakresie emisji pyłu i innych szkodliwych związków. Nowe restrykcje mają dotyczyć kotłów o mocy nie większej niż 500 kW, czyli takich, jakie stosowane są w gospodarstwach domowych.

Uwolnienie rynku gazu coraz bliżej. Jest decyzja w Sejmie

Sejmowa Komisja Energii i Skarbu Państwa zarekomendowała we wtorek przyjęcie nowelizacji prawa energetycznego i niektórych innych ustaw w sprawie stopniowego uwalniania rynku gazu w Polsce.

Polskie prawo trzeba dostosować do wymogów UE, bo jak stwierdził Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, jest ono niezgodne z wymogami UE. We wrześniu 2015 r. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał wyrok, w którym stwierdził, że polski system regulowania cen gazu jest niezgodny z wymogami prawa UE dotyczącymi budowy wspólnego rynku gazu.

Proponowane przez rząd rozwiązania z jednej strony pozwolą nam dostosować się do unijnego prawa, z drugiej uniknąć kary finansowej.

Jak mówił podczas wtorkowego posiedzenia komisji wiceminister energii Andrzej J. Piotrowski, rządowy projekt nowelizacji ma trzy cele. Po pierwsze ma dostosować nasze prawo do wyroku ETS z 2015 dotyczące regulacji cen gazu, po drugie ograniczyć szarą strefę w obrocie paliwami, po trzecie pozwolić na osiągnięcie narodowego celu wskaźnikowego. Jak dodał, cele te trzeba zrealizować jak najszybciej, dlatego rząd postanowił wprowadzić je jednym aktem prawnym.

Narodowy Cel Wskaźnikowy określa minimalny udział biokomponentów i innych paliw odnawialnych w ogólnej ilości paliw ciekłych i biopaliw ciekłych, zużywanych w transporcie w ciągu roku kalendarzowego.

Nowe przepisy pozwolą na stopniowe znoszenie obowiązku spoczywającego obecnie na przedsiębiorstwach obrotu gazem ziemnym ustalania i przedkładania do zatwierdzenia przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki taryf dla cen gazu. Przewidują one rezygnację z regulowania cen gazu ziemnego, ale uwalnianie cen dla poszczególnych grup odbiorców będzie następować w różnych terminach.

Najpierw uwolnione będą ceny dla przedsiębiorstw obrotu w zakresie sprzedaży na rynku hurtowym, w tzw. punkcie wirtualnym (np. giełdzie towarowej), sprężonym gazem ziemnym CNG i skroplonym gazem ziemnym LNG i w trybie przetargów, aukcji i zamówień publicznych.

Od października 2017 r. uwolnione mają być ceny dla pozostałych odbiorców poza odbiorcami w gospodarstwach domowych. Jak mówił we wtorek Piotrowski, ceny gazu dla tych odbiorców zostaną uwolnione dopiero od 1 stycznia 2024. Ten odległy termin związany jest – przekonywał wiceszef resortu energii – z tym, by dać im czas na stopniowe przystosowanie się do rynku i nauczyć przysługujących im praw.

Teraz projekt trafi do drugiego czytania w sejmie. Jego sprawozdawcą będzie wiceprzewodniczący komisji energii Wojciech Zubowski.

Do Urzędu Regulacji Energetyki trafiły już wnioski taryfowe pięciu największych dystrybutorów energii elektrycznej

Do Urzędu Regulacji Energetyki trafiły już wnioski taryfowe pięciu największych dystrybutorów energii elektrycznej. Według ustaleń „Rzeczpospolitej” musimy się szykować na wzrost cen.

Jak czytamy w „Rz” spółki zajmujące się dystrybucją, czyli Enea Operator, Energa – Operator, Innogy Stoen Operator. PGE Dystrybucja oraz Tauron Dystrybucja – złożyły już w URE wnioski taryfowe odnośnie taryf za usługi dystrybucji energii elektrycznej na przyszły rok.

Dziennik ostrzega, że w nowych taryfach można się spodziewać wzrostu cen, chociażby ze względu na wyższą opłatę przejściową, która będzie w porównaniu do obecnie obowiązujących stawek około dwukrotnie wyższa. W przypadku typowych odbiorców indywidualnych (zużywających ponad 1200 kWh energii elektrycznej rocznie) opłata ta wzrośnie z 3,15 zł (netto) miesięcznie do 6,50 zł.

Podwyżek nie zatrzyma nawet średnioważony koszt kapitału, który to wskaźnik jest stosowany od wyliczania cen w taryfach, który jest na poziomie zbliżonym do tegorocznego (5,63 proc. wobec 5,67 proc.). „Rz” zwraca również uwagę, że URE nie podał jeszcze tzw. wskaźnika regulacyjnego, który ma być różny dla poszczególnych spółek.

Wpływ na podwyżki mogą mieć również mechanizmy operacyjnej rezerwy mocy i interwencyjnej rezerwy zimnej.

Prototyp modułu fotowoltaicznego o sprawności ok 36 proc.

fotowoltaiczny-prototyp

Szwajcarski start-up Insolight opracował prototyp modułu fotowoltaicznego, który w warunkach laboratoryjnych osiągnął sprawność ok.36 %. Uzyskanie tak dużej sprawności było możliwe dzięki zastosowaniu płaskiego przezroczystego koncentratora, skupiającego
promienie słoneczne na materiale półprzewodnikowym o wydajnej konwersji. U podstaw ciekawego pomysłu legło przekonanie, że graniczna sprawność stosowanych obecnie materiałów półprzewodnikowych do produkcji paneli fotowoltaicznych wynosi 18–20 proc. Inżynierowie z firmy Insolight postanowili skupić się na poprawianiu sprawności nie tyle samych materiałów półprzewodnikowych, co zastosowaniu nowatorskich rozwiązań z zakresu optyki.


Nowe rozwiązanie pozwala uprościć śledzenie położenia Słońca i koncentrację światła stosowaną w typowych trackerach, co umożliwia osiągnięcie w niedalekiej przyszłości 40-procentowej sprawności modułów słonecznych przy zwiększeniu ich opłacalności. Nowatorska technologia (oryginalna nazwa ang. planar optical micro-tracking) składa się z cienkich warstw optycznych, które przekierowują światło słoneczne pochodzące z dowolnego kierunku i koncentrują na ogniwie słonecznym o niewielkich rozmiarach. System został tak zaprojektowany, aby wyeliminować podstawową wadę obecnie działających trackerów, czyli konieczność ustawienia panelu fotowoltaicznego w kierunku Słońca. Do budowy całego systemu odpowiedzialnego za koncentrację i skupienie światła na materiale półprzewodnikowym zastosowano przezroczystą, płaską płytę, uformowaną wtryskowo, zintegrowaną z systemem soczewek wykonanych z tworzywa sztucznego, umiejscowionych warstwowo w górnej części modułu fotowoltaicznego.

W regulacjach dotyczących funkcjonowania mikroinstalacji OZE pozostaje kilka niejasności

W regulacjach dotyczących funkcjonowania mikroinstalacji OZE pozostaje kilka niejasności, które mogą przekładać się na problemy w relacjach prosumentów z zakładami energetycznymi i stawiać w gorszej pozycji tych pierwszych. Jedną z tych niejasności generuje kwestia tzw. bilansowania handlowego.

Jak pokazuje krótka historia rynku prosumenckiego w Polsce, nieprecyzyjne sformułowania w prawie związane z przepisami dla najmniejszych producentów zielonej energii prędzej czy później wyjdą im na złe.

Przykładem tego były – już na samym początku rozwoju rynku prosumenckiego w Polsce, czyli po przyjęciu w 2013 r. tzw. małego trójpaku – żądania operatorów, aby pod projektami planowanych do przyłączenia mikroinstalacji podpisywali się instalatorzy z certyfikatem UDT (http://www.udt.gov.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=898:warunki-uzyskania-certyfikatu-instalatora-odnawialnych-zrodel-energii&catid=90&Itemid=555). Na szczęście tą wątpliwość wyjaśniło wówczas Ministerstwo Gospodarki i URE.

Później jednak korzystnych dla prosumentów interwencji ministerstwa czy URE brakowało, a jak wskazuje interpretacja resortu gospodarki na temat łączenia taryf gwarantowanych z net-meteringiem – nawet te instytucje interpretowały przepisy dla prosumentów wbrew interesowi prosumentów.

Okazję to wyjaśnienia tej i innych wątpliwości związanych z systemem wsparcia dla prosumentów daje zapowiadana przez rząd nowelizacja ustawy o OZE. Doprecyzowany ma być m.in. system taryf gwarantowanych, którymi od 1 lipca br. mają zostać objęci właściciele uruchamianych po tym terminie mikroinstalacji o mocy do 10 kW.

O tym, do jakich problemów może prowadzić ta kwestia, pokazał dotyczący bilansowania handlowego spór pomiędzy właścicielami małych elektrowni wodnych a Tauronem. W ustawie o OZE brakuje regulacji, które wskazują jasno, kto powinien ponosić koszty bilansowania handlowego związane ze sprzedażą do sieci energii produkowanej w mikroinstalacjach.

W art. 41 ustawy o OZE znajdziemy co prawda informację, że cena zakupu niewykorzystanej energii elektrycznej wytworzonej przez wytwórcę energii w mikroinstalacji nie zawiera opłaty za bilansowanie handlowe. Ta kwestia została więc dostrzeżona przez ustawodawcę, jednak później zabrakło mu konsekwencji w jej doprecyzowaniu.

Dalej, w art. 43 znajdziemy podobny zapis mówiący o wyłączeniu opłaty za bilansowanie handlowe z ceny za energię produkowaną w grupie instalacji OZE o mocy do 500 kW. Ten artykuł dotyczy producentów zielonej energii w instalacjach innych niż mikroinstalacje i uruchomionych przed wejściem w życie systemu aukcyjnego (rozdziału 4 ustawy o OZE).

Podobne brzmienie ma art. 92, który dotyczy instalacji o mocy do 500 kW, które będą funkcjonować w systemie aukcyjnym. W tym wypadku w ustawie o OZE dodaje się jednak, że „koszty bilansowania handlowego energii wytworzonej w instalacjach odnawialnego źródła energii o łącznej mocy zainstalowanej elektrycznej mniejszej niż 500 kW pokrywają w całości sprzedawcy zobowiązani”.

Takiego zapisu brakuje w ustawie o OZE w przypadku bilansowania handlowego energii z mikroinstalacji.

Nie wiadomo, czy w przypadku mikrointsalacji brak zapisu dot. przeniesienia kosztów bilansowania handlowego na zakład energetyczny, podobnego do tego z art. 92, to jedynie „wypadek przy pracy” ustawodawcy. Niejasność związana z bilansowaniem handlowym w odniesieniu do mikroinstalacji może jednak oznaczać spore problemy dla prosumentów.

Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej, wskazuje, że w prawie nie tylko brakuje jasnej definicji bilansowania handlowego, ale nie ma też instrumentów pozwalających na zweryfikowanie kosztów z tym związanych. – W praktyce URE nie ma możliwości skontrolowania sprzedawcy i sprawdzenia, jaki jest koszt bilansowania w konkretnym przypadku i sektor energetyczny gra z wytwórcami energii z OZE argumentem bilansowania zarówno przy okazji tworzenia prawa jak i jego dowolnego stosowania. Nie wiadomo jak podzielić koszty między producenta energii z mikroinstalacji i operatora, który ją odbiera, a czym bardziej niejasne prawo, tym większa przestrzeń do działania agresywnych sprzedawców, zwłaszcza wobec słabszych uczestników rynku.

– Próba uwzględnienia kosztów bilansowania i ich racjonalnego wyodrębnienia i uczciwego podziału mogłoby mieć ewentualnie zastosowanie tylko do największych odbiorców przemysłowych, planujących i kontrolujących swoje zużycie w sposób profesjonalny, ale kończy się farsą i dramatem, jeżeli ktoś chciałby to zrobić w przypadku prosumentów – komentuje Grzegorz Wiśniewski. – Odchylenia poboru i oddawanie energii do sieci u najmniejszych prosumentów ma zbliżone amplitudy do tych, jakie występują w „profilu standardowym”, według którego są rozliczani zwykli odbiorcy – i statystycznie częściowo się kompensują, a standardowo wartość rezydualną bierze na siebie sprzedawca – dodaje.

W takiej sytuacji prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej postuluje jako możliwe rozwiązanie – w sytuacji braku dostępu do danych na temat bilansowania – całkowite przerzucenie kosztów związanych z bilansowaniem handlowym energii produkowanej w mikroinstalacjach na spółki energetyczne. Taką propozycję IEO złożył zresztą przy okazji konsultacji wcześniejszych projektów nowelizacji ustawy o OZE.

Okazję do tego daje najbliższa, zapowiedziana przez Ministerstwo Energii nowelizacja ustawy o OZE, której projekt ma zostać przyjęty przez rząd w I kwartale br. Kwestia bilansowania handlowego w przypadku energii sprzedawanej przez prosumentów to jedno z zagadnień, których doprecyzowanie uwiarygodni zasadność przyjętej ostatnio nowelizacji ustawy o OZE, która przesunęła o pół roku termin wprowadzenia nowego systemu dopłat dla najmniejszych producentów

zielonej energii.

Źródło: www.gramwzielone.pl

Pierwsi prosumenci nie dostaną wsparcia

Jak wynika z analizy Obserwatora Legislacji Energetycznej portalu WysokieNapiecie.pl.Pierwsi prosumenci nie dostaną wsparcia.

Nie tylko podłączenie, czy zakup paneli słonecznych, ale nawet samo zawarcie umowy w tej sprawie lub drobna pomyłka we wniosku wyeliminują pierwszych inwestorów np. w panele słoneczne z systemu taryf gwarantowanych (tzw. FiT). To pomysł Ministerstwa Energii na „doprecyzowanie” ustawy o OZE, którym wkrótce zajmie się rząd.

Czytaj dalej

Odroczenie nowelizacji ustawy o OZE – szansa na doprecyzowanie i zmiany w systemie aukcyjnym

Odroczenie o pół roku implementacji nowych zasad wsparcia dla producentów zielonej energii oraz zapowiedziana przez rząd nowelizacja tych przepisów daje nadzieję na ich doprecyzowanie i wprowadzeni rozwiązań, które będą bardziej sprzyjać inwestorom działającym na rynku odnawialnych źródeł energii.

Foto 1628, Ustawa OZE aukcjeZgodnie z zapisami pierwotnej wersji ustawy o OZE, system aukcyjny miał wejść w życie z początkiem stycznia 2016 r., zastępując stosowany dotychczas w Polsce system zielonych certyfikatów. Sytuacja zmieniła się jednak tuż przed końcem 2015 r.

Pod koniec grudnia w parlamencie pojawił się przygotowany przez PiS projekt nowelizacji ustawy o OZE, który już po kilku dniach został uchwalony i podpisany przez prezydenta, i który przesunął termin wejścia w życie systemu aukcyjnego z 1 stycznia na 1 lipca 2016 r.

Czytaj dalej

Szkoci nie przejmują się mniejszym nasłonecznienie i instalują systemy fotowoltaiczne

Szkoci nie przejmują się mniejszym nasłonecznienie i instalują systemy fotowoltaiczne. Szczególnie dobrze, choćby na tle innych europejskich krajów, w Szkocji rozwija się energetyka obywatelska i sektor małych systemów solarnych. W jednym z najgorzej nasłonecznionych regionów Europy przybywa instalacji fotowoltaicznych. Najnowsze dane na ten temat, które przedstawił brytyjski regulator Ofgem (Office of Gas and Electricity Markets), pokazują, że w ubiegłym roku potencjał energetyki słonecznej w Szkocji wzrósł o 28 proc. W 2015 r. Szkoci zainstalowali systemy fotowoltaiczne o mocy 39 MW, a ich łączny potencjał wzrósł do 179 MW, z czego aż 159 MW stanowią małe instalacje fotowoltaiczne na dachach. Tymczasem jeszcze w 2010 r. potencjał energetyki słonecznej w Szkocji wynosił zaledwie 2 MW. Obecnie już ponad 44 tys. szkockich gospodarstw domowych posiada instalacje fotowoltaiczne. W mniejszym stopniu z fotowoltaiki korzystają firmy. Takich instalacji PV w Szkocji jest około 850, a ich łączny potencjał wynosi 16 MW. Sektor domowych instalacji solarnych rozwija się w Szkocji m.in. dzięki inicjatywom społecznym takim jak spółdzielnia tworzona przez mieszkańców Edynburga. Według Johna Forstera ze szkockiego stowarzyszenia branży fotowoltaicznej Solar Trade Association Scotland, duży wzrost potencjału domowych instalacji fotowoltaicznych to przede wszystkim efekt regulacji dla sektora budownictwa, które zachęcają do wykorzystania fotowoltaiki. – Ponieważ nowe domy stanowią tylko mały ułamek dostępnego potencjału, kluczowe jest znalezienie rozwiązań, które pozwolą na wykorzystanie fotowoltaiki także na starszych domach – ocenia John Foster. Szkocja to jeden z europejskich liderów w produkcji energii odnawialnej. W ubiegłym roku udział OZE w szkockim miksie energetycznym powinien przekroczyć 50 proc. W 2014 r. ten udział wyniósł 49,7 proc. Potencjał OZE w Szkocji wynosił na koniec III kwartału 2015 r. 7,504 GW.

Szkocki rząd podtrzymuje, że do 2030 r. energetyka odnawialna będzie niemal całkowicie zaspokajać zapotrzebowanie na energię Szkocji – mimo – jak określił to ostatnio minister energii Szkocji Fergus Ewing – szkodliwej polityki energetycznej Londynu. Brytyjski rząd podał niedawno, że w okresie od stycznia do września 2015 r. energetyka odnawialna zaspokajała około 1/4 zapotrzebowania na energię elektryczną w Wielkiej Brytanii.