W regulacjach dotyczących funkcjonowania mikroinstalacji OZE pozostaje kilka niejasności

W regulacjach dotyczących funkcjonowania mikroinstalacji OZE pozostaje kilka niejasności, które mogą przekładać się na problemy w relacjach prosumentów z zakładami energetycznymi i stawiać w gorszej pozycji tych pierwszych. Jedną z tych niejasności generuje kwestia tzw. bilansowania handlowego.

Jak pokazuje krótka historia rynku prosumenckiego w Polsce, nieprecyzyjne sformułowania w prawie związane z przepisami dla najmniejszych producentów zielonej energii prędzej czy później wyjdą im na złe.

Przykładem tego były – już na samym początku rozwoju rynku prosumenckiego w Polsce, czyli po przyjęciu w 2013 r. tzw. małego trójpaku – żądania operatorów, aby pod projektami planowanych do przyłączenia mikroinstalacji podpisywali się instalatorzy z certyfikatem UDT (http://www.udt.gov.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=898:warunki-uzyskania-certyfikatu-instalatora-odnawialnych-zrodel-energii&catid=90&Itemid=555). Na szczęście tą wątpliwość wyjaśniło wówczas Ministerstwo Gospodarki i URE.

Później jednak korzystnych dla prosumentów interwencji ministerstwa czy URE brakowało, a jak wskazuje interpretacja resortu gospodarki na temat łączenia taryf gwarantowanych z net-meteringiem – nawet te instytucje interpretowały przepisy dla prosumentów wbrew interesowi prosumentów.

Okazję to wyjaśnienia tej i innych wątpliwości związanych z systemem wsparcia dla prosumentów daje zapowiadana przez rząd nowelizacja ustawy o OZE. Doprecyzowany ma być m.in. system taryf gwarantowanych, którymi od 1 lipca br. mają zostać objęci właściciele uruchamianych po tym terminie mikroinstalacji o mocy do 10 kW.

O tym, do jakich problemów może prowadzić ta kwestia, pokazał dotyczący bilansowania handlowego spór pomiędzy właścicielami małych elektrowni wodnych a Tauronem. W ustawie o OZE brakuje regulacji, które wskazują jasno, kto powinien ponosić koszty bilansowania handlowego związane ze sprzedażą do sieci energii produkowanej w mikroinstalacjach.

W art. 41 ustawy o OZE znajdziemy co prawda informację, że cena zakupu niewykorzystanej energii elektrycznej wytworzonej przez wytwórcę energii w mikroinstalacji nie zawiera opłaty za bilansowanie handlowe. Ta kwestia została więc dostrzeżona przez ustawodawcę, jednak później zabrakło mu konsekwencji w jej doprecyzowaniu.

Dalej, w art. 43 znajdziemy podobny zapis mówiący o wyłączeniu opłaty za bilansowanie handlowe z ceny za energię produkowaną w grupie instalacji OZE o mocy do 500 kW. Ten artykuł dotyczy producentów zielonej energii w instalacjach innych niż mikroinstalacje i uruchomionych przed wejściem w życie systemu aukcyjnego (rozdziału 4 ustawy o OZE).

Podobne brzmienie ma art. 92, który dotyczy instalacji o mocy do 500 kW, które będą funkcjonować w systemie aukcyjnym. W tym wypadku w ustawie o OZE dodaje się jednak, że „koszty bilansowania handlowego energii wytworzonej w instalacjach odnawialnego źródła energii o łącznej mocy zainstalowanej elektrycznej mniejszej niż 500 kW pokrywają w całości sprzedawcy zobowiązani”.

Takiego zapisu brakuje w ustawie o OZE w przypadku bilansowania handlowego energii z mikroinstalacji.

Nie wiadomo, czy w przypadku mikrointsalacji brak zapisu dot. przeniesienia kosztów bilansowania handlowego na zakład energetyczny, podobnego do tego z art. 92, to jedynie „wypadek przy pracy” ustawodawcy. Niejasność związana z bilansowaniem handlowym w odniesieniu do mikroinstalacji może jednak oznaczać spore problemy dla prosumentów.

Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej, wskazuje, że w prawie nie tylko brakuje jasnej definicji bilansowania handlowego, ale nie ma też instrumentów pozwalających na zweryfikowanie kosztów z tym związanych. – W praktyce URE nie ma możliwości skontrolowania sprzedawcy i sprawdzenia, jaki jest koszt bilansowania w konkretnym przypadku i sektor energetyczny gra z wytwórcami energii z OZE argumentem bilansowania zarówno przy okazji tworzenia prawa jak i jego dowolnego stosowania. Nie wiadomo jak podzielić koszty między producenta energii z mikroinstalacji i operatora, który ją odbiera, a czym bardziej niejasne prawo, tym większa przestrzeń do działania agresywnych sprzedawców, zwłaszcza wobec słabszych uczestników rynku.

– Próba uwzględnienia kosztów bilansowania i ich racjonalnego wyodrębnienia i uczciwego podziału mogłoby mieć ewentualnie zastosowanie tylko do największych odbiorców przemysłowych, planujących i kontrolujących swoje zużycie w sposób profesjonalny, ale kończy się farsą i dramatem, jeżeli ktoś chciałby to zrobić w przypadku prosumentów – komentuje Grzegorz Wiśniewski. – Odchylenia poboru i oddawanie energii do sieci u najmniejszych prosumentów ma zbliżone amplitudy do tych, jakie występują w „profilu standardowym”, według którego są rozliczani zwykli odbiorcy – i statystycznie częściowo się kompensują, a standardowo wartość rezydualną bierze na siebie sprzedawca – dodaje.

W takiej sytuacji prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej postuluje jako możliwe rozwiązanie – w sytuacji braku dostępu do danych na temat bilansowania – całkowite przerzucenie kosztów związanych z bilansowaniem handlowym energii produkowanej w mikroinstalacjach na spółki energetyczne. Taką propozycję IEO złożył zresztą przy okazji konsultacji wcześniejszych projektów nowelizacji ustawy o OZE.

Okazję do tego daje najbliższa, zapowiedziana przez Ministerstwo Energii nowelizacja ustawy o OZE, której projekt ma zostać przyjęty przez rząd w I kwartale br. Kwestia bilansowania handlowego w przypadku energii sprzedawanej przez prosumentów to jedno z zagadnień, których doprecyzowanie uwiarygodni zasadność przyjętej ostatnio nowelizacji ustawy o OZE, która przesunęła o pół roku termin wprowadzenia nowego systemu dopłat dla najmniejszych producentów

zielonej energii.

Źródło: www.gramwzielone.pl